Organizm Jelly Gorgon przeżywał istny horror, po tym, co mu zgotowało. Bolało ją serce, źgało, czuła niemal wszystkie żyły i przepływającą w nich krew. Źrenice meduzy rozszerzyły się do niebotycznych rozmiarów, jakby sięgnęła po środki odurzające. Jej ciało drżało po wypiciu świństwa, ale z jednej strony, to pomagało, czuła, że jeszcze jakoś żyje. Ból był dobrym znakiem, oznaczał, że wciąż nie stępiła swoich zmysłów. Bezsenna noc doprowadziła ją do stanu niemalże nieużywalności. Meduza westchnęła głośno, to najwyraźniej była cena za ludzkie ciało.
Zauważyła przed sobą ruch, skupiła wzrok na nowo przybyłej osobie. Nie kojarzyła jej, być może nie chodziła jak dotąd do szkoły. Dobrze zbudowana, ze skórą o barwie zachodzącego słońca, ciemne włosy. Rogi, ładne i duże wydatne usta, na które zachodziły kły. Oczy miała puste, jak demon z czeluści piekieł. Westchnęła i wysunęła język. Zapach kwiatów, potu, piwa, delikatność i siła, dwa dość przeciwne sobie smaki tańczyły na języku meduzy. Aparycja nieznajomej wskazywała na to, że mogła być ona ogrem, ale... dziwnym ogrem.
— Już i tak siadłaś — westchnęła zmęczonym tonem meduza, przecierając oczy. — Rozgość się.
Przyjrzała się jej bliżej, miała też ogon, przypominający ten lwa lub wołu. Do Nook of Wolves uczęszczała cała plejada fascynujących stworzeń.
— Jelly, miło mi. Musiałam wypić, nie miałam jak odespać nocy i chyba teraz tak będzie. Nie zmrużyłam oka przez dwadzieścia cztery godziny, chyba już nic mi nie pomoże...
Jeśli efekt eliksiru był długotrwały, czekały ją codziennie dwie, bolesne przemiany, skręcające jej wnętrzności, zmieniające strukturę kostną, wywołujące krwawe wymioty. A chciała być tylko jak reszta uczniów w szkole, człowiekiem, szczęśliwa, by ktoś ją pokochał i zaakceptował za to, kim jest. Choć najbardziej chciała, by ktoś przyjął jej okropną, paskudną formę. Wężową.
— Do której klasy chodzisz? — zagaiła uprzejmie, starając skoncentrować się na rozmowie i nie usnąć.
Plotka 3
Już wkrótce...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz