Anvill spokojnie spoglądał na koleżankę, unosząc znacząco jedną brew ku górze, nie bardzo rozumiejąc źródło jej zaniepokojenia i problemu. Słowa Edith, Gideon uznał za jakąś niewyraźną i obłąkaną paplaninę, której sensu nie potrafił zlokalizować.
Nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek poznał jakąkolwiek Crystal, a tym bardziej nie przypominał sobie, żeby ludzie mogli się po prostu rozlecieć, tym bardziej z możliwością bycia jeszcze żywymi.
— Rozpadła się — powtórzył po dziewczynie ostrożnie, jakby upewniając się, że usłyszał dobrze to, co do niego dyszała. Ostatecznie młody wampir wzruszył ramionami i pokiwał głową, przypominając sobie, że w towarzystwie Ubel rzadko dzieją się rzeczy normalne.
— Ciężka? — z niedowierzaniem Gideon chwycił szmaciany plecak koleżanki i niemal zgiął się w pół, spodziewając się czegoś lekkiego, w trakcie kiedy nagle został zaatakowany masą pięćdziesięciu kilogramów masy bliżej nieokreślonej.
— Kurwa, co ty tam masz? Kamienie? — rzucił w grubiańskim pomruku, uchylając torbę z ciekawością błyszczącą w pociemniałych oczach.
I faktycznie, były tam kamienie.
Może nie była to masa niemożliwa do udźwignięcia, ale Anvill był, istotnie, zaskoczony ciężarem torby (i jej zawartością), spodziewając się raczej ciężkich książek, lub paru litrów podejrzanych napojów, niż gruzu.
— Co to jest? — zapytał i zarzucił plecach niedelikatnie na ramię, spoglądając na Edith.
— Mogę ci pomóc, istotnie, ale po co ci te kamienie?
— Rozpadła się — powtórzył po dziewczynie ostrożnie, jakby upewniając się, że usłyszał dobrze to, co do niego dyszała. Ostatecznie młody wampir wzruszył ramionami i pokiwał głową, przypominając sobie, że w towarzystwie Ubel rzadko dzieją się rzeczy normalne.
— Ciężka? — z niedowierzaniem Gideon chwycił szmaciany plecak koleżanki i niemal zgiął się w pół, spodziewając się czegoś lekkiego, w trakcie kiedy nagle został zaatakowany masą pięćdziesięciu kilogramów masy bliżej nieokreślonej.
— Kurwa, co ty tam masz? Kamienie? — rzucił w grubiańskim pomruku, uchylając torbę z ciekawością błyszczącą w pociemniałych oczach.
I faktycznie, były tam kamienie.
Może nie była to masa niemożliwa do udźwignięcia, ale Anvill był, istotnie, zaskoczony ciężarem torby (i jej zawartością), spodziewając się raczej ciężkich książek, lub paru litrów podejrzanych napojów, niż gruzu.
— Co to jest? — zapytał i zarzucił plecach niedelikatnie na ramię, spoglądając na Edith.
— Mogę ci pomóc, istotnie, ale po co ci te kamienie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz